[ Pobierz całość w formacie PDF ]
KSIĘŻA PEDOFILE Z USA
Â
Str. 9
INDEKS 356441
ISSN 1509-460X
http://www.faktyimity.pl
Nr 16 (476) 23 KWIETNIA 2009 r. Cena 3,50 zł (w tym 7% VAT)
Prezydent Lech Kaczyński zachował resztki sumienia,
więc sprzeciwiał się awansom Jacka Kurskiego, „bo
to oznaczałoby, że każde łajdactwo w polityce popła-
ca”. Tak powiedział! Ale jego braciszek jest całkiem
odmiennego zdania i rzucił swojemu bulterierowi kość,
oddelegowując go do europarlamentu.
Â
Str. 6
ISSN 1509-460X
Â
EMIGRUJĄ DO POLSKI
2
KSIĄDZ NAWRÓCONY
Nr 16 (476)
17 – 23 IV 2009 r.
FAKTY
KOMENTARZ NACZELNEGO
Nowo mianowany biskup kamieńsko-pomorski Andrzej Dzięga,
który na miejscu tragedii w Kamieniu i później w katedrze gło-
śno wzywał do ofiarności na rzecz pogorzelców i do „zjednocze-
nia wszystkich ludzi dobrej woli wokół tego dramatu”, nie dał (jak
dotąd) na potrzebujących ani złotówki – tak przynajmniej wnio-
skujemy z odpowiedzi udzielonej nam w kurii. Nie pytaliśmy, czy
swój pałac udostępni ocalałym, bo to chyba oczywiste...
Fundament życia
Plastikowe kaczuszki z nadrukiem: „Made in China” psują świę-
ta wielkanocne – zżymał się na łamach „Rzeczpospolitej” bi-
skup Orszulik. Może i tak. Ale dwie małe kaczki „made in Po-
land” psują wszystkie pozostałe 363 dni!
w co wierzę. W tak monolitycznym religijnie kraju każ-
dy niekatolik stanowi zagadkę, a co dopiero były ksiądz.
Poza tym faktem jest, że „FiM” wielu odbierają wiarę w pa-
pieża i raz po raz spotykamy się z zarzutem, że nie dajemy
nic w zamian, zostawiamy pustkę. Ostatnio znów zostałem
wywołany do tablicy po programie w Superstacji, w któ-
rym powiedziałem, że jestem agnostykiem, ale wierzę w „si-
łę sprawczą”. Tak jest w istocie teraz, choć zaraz po zrzu-
ceniu sutanny uważałem się za superchrześcijanina, a na-
wet chciałem reformować katolicyzm.
Chrześcijaństwo nadal jest mi naj-
bliższe. Nie sądzę też, żeby cały
wszechświat z człowiekiem wziął się
z wilgoci (a skąd wilgoć?), przynaj-
mniej dopóki ktoś nie udowodni ta-
kiej możliwości. Do tego czasu bę-
dę się skłaniał ku jakiejś „sile
sprawczej”. Nigdy jednak nie wie-
rzyłem np. w opatrzność boską, która
jawnie kłóci się z przypadkowością,
cierpieniem i bogiem – miłością. Je-
śli istnieje jakiś bóg, to puścił on stwo-
rzony przez siebie świat na żywioł, wy-
chodząc zapewne z założenia, że kil-
kadziesiąt lat na tym padole łez mo-
żemy się pomęczyć, skoro po śmier-
ci czeka nas szczęśliwa wieczność
w innym wymiarze. Mogę powie-
dzieć, że wierzę w Jezusa jako naj-
większego w dziejach Nauczycie-
la ludzkości, ideologa rewolucjo-
nistę. Z pewnością był on do-
skonałym człowiekiem, choć nie
wiem, czy był synem boga. Jeśli
jego ojcem jest Jahwe ze Starego Testamen-
tu, to przysłowie: jaki ojciec, taki syn – ma dużo później-
sze korzenie. Oczywiście, czytając Biblię, trzeba mieć na
względzie kontekst historyczny powstania niemal każdej
z ksiąg. Upraszczając: barbarzyńskie czasy stworzyły pióra-
mi autorów barbarzyńskiego, ale potężnego boga, bo też po-
tęga była wówczas najważniejszym boskim przymiotem. Dla-
tego właśnie tak ogromne wrażenie zrobił na mnie Nowy
Testament, który wywracał tamten świat do góry nogami.
Przeczytałem go po raz pierwszy jako 10-latek w łóżku pod-
czas choroby. Od zawsze chodziłem z rodzicami do kościo-
ła, a od 7 roku życia byłem ministrantem (przez kilka lat co-
dziennie na mszy), ale to była tylko jedna z dziecięcych pa-
sji – jak gra w kapsle czy karate. Dopiero lektura Ewange-
lii zaszczepiła we mnie wiarę w Jezusa, która pozostała mi
do dziś. Jego zupełnie rewolucyjne (jak na ówczesne cza-
sy) tezy: totalne przebaczenie, miłość nieprzyjaciół, powszech-
ność jednej religii, demaskacja obłudy tradycyjnej, instytu-
cjonalnej religii – świadczą moim zdaniem (podobnie jak mę-
czeńskie losy jego uczniów) o historycznej prawdziwości
osoby Nazarejczyka. Do tamtej pory nikt nigdy nie mówił
w taki sposób. Nauki Jezusa niosą ze sobą tak ogromny
i trwały potencjał etyczny, że przy nich zupełnie drugorzęd-
ną sprawą powinny być dla nas dywagacje
teologiczne: czy był bogiem, czy nie był, jakie
sakramenty ustanowił i które z nich są naj-
ważniejsze, a nawet... czy Jezus zmartwych-
wstał. I tak na tym świecie nikt nie rozstrzy-
gnie tych kwestii, nie udowodni swoich racji.
Tymczasem para chrześcijaństwa idzie głów-
nie w te gwizdki. Nic dziwnego – łatwiej jest
teologom i kapłanom roztrząsać podobne „dy-
lematy”, niż żyć zgodnie z Kazaniem Jezusa na
Górze albo z Hymnem o miłości św. Jana.
Jestem przekonany, że Bóg nie będzie nikogo
rozliczał z tego, w co wierzy, tylko z tego, jak żył. O ile ta-
kie rozliczenie kiedykolwiek nastąpi. Trudno bowiem ofia-
rom pogodzić się z karzącym sędzią, skoro karą było dla
nas samo przyjście na tak okrutny świat, a wyrokiem
– 70–80 lat odsiadki na nim.
Ci, którzy odeszli od Kościoła, pytają mnie też, jak mają
wychowywać dzieci, które nie chodzą na katechezę. Nie-
którzy rodzice boją się, że takie dziecko będzie pozbawione
jakiejkolwiek bazy moralnej. Ta najbardziej „oczywista” mó-
wi przecież: Bozia wszystko widzi, Pan Bóg cię skarze, Mat-
ka Boska się smuci itp. Zgadzam się, że fundament moral-
ny jest potrzebny. Dla mnie zawsze była nim
zasada: nie czyń drugiemu, co tobie nie-
miłe. Takie postawienie sprawy roz-
budza w młodym człowieku wraż-
liwość na drugiego człowieka,
a to bardziej przemawia i jest
ważniejsze od tego, że jakaś
niewidzialna Bozia się obrazi.
Dziecko i tak wkrótce zacznie
konstatować, że zrobiło coś
złego, ale Bozia nie zareago-
wała, więc skutków tego zła
nie widać (inaczej niż w przy-
padku skrzywdzonego człowie-
ka). Jako były ksiądz kateche-
ta, a obecnie ojciec (prawdzi-
wy), jestem przekonany, że ani
katolicka, ani jakakolwiek in-
na katecheza nie jest koniecz-
na, by wychować dziecko
na porządnego człowieka.
Przede wszystkim powin-
no ono chodzić na świec-
ką etykę, bo będzie żyło
w świeckim świecie. Kiedy mały(a)
skończy 10–12 lat i nie odbiera wszystkiego co czyta jako
bajkę, możemy dać mu (jej) do ręki Nowy Testament,
a zwłaszcza Ewangelię (najlepiej Ewangelię Łukasza, który
najwięcej napisał o dzieciństwie Jezusa). Chodzi nie tylko
o pokazanie dziecku alternatywy dla wartości humanistycz-
nych i ewentualne rozbudzenie wiary, ale też o edukację bez
wypaczeń. Nasza pociecha będzie wszak wyrastać w śro-
dowisku katolików. Znajoma, której doradziłem takie postę-
powanie, zadzwoniła do mnie kiedyś i opowiedziała, jak jej
13-letni syn „zagina” z wiedzy o Jezusie wszystkie dziecia-
ki w klasie, które chodzą na katechezę.
Bardzo mylą się rodzice, którzy własne błędy i zanie-
dbania wychowawcze, a także „zły charakter” swojej po-
ciechy przypisują temu, że nie posłali małego na kateche-
zę i do sakramentów z innymi dziećmi. Charakteru nie
zmienia się taką czy inną religią. Można go naprostować
właściwym wychowaniem i (lub) żywą wiarą, ale tę trud-
no znaleźć w niemiłosiernie nam panującym Kościele.
JONASZ
PS Wiele podobnych porad znajdziecie Państwo w mo-
ich pierwszych komentarzach naczelnego („Księga Jona-
sza“), do zakupu których zachęcam.
Mamy coś dla CBA i ABW. Rydzykowa firma „Geotermia” jest
w stu procentach własnością tajemniczej spółki „Bonum”, któ-
rej przewodzi Jan Król – radiomaryjny ojciec, zaufany Rydzyka.
Spółka wynajęła jeden pokój w Warszawie. Na tydzień, by zdo-
być adres konieczny do rejestracji. W dokumentach stoi, że
„Bonum” ma zajmować się cateringiem! Rozumiemy, ale żeby
do podgrzania żarcia zaraz trzeba było wiercić dziury w ziemi?
„Pokrzywdzony Wałęsa to wrzód na ciele IPN” – oto elegancka
wypowiedź Żaryna, byłego dyrektora Biura Edukacji Publicznej
IPN. „IPN to czyrak na tylniej części zdrowego ciała narodu”
– twierdzi z kolei Frasyniuk. Czy nam się wydaje, czy panowie
roztrząsają problem od d... strony?
„Coraz niższej frekwencji na mszach nie można tłumaczyć tylko
złą pogodą. To efekt malejącej religijności Polaków” – uważa
duszpasterz młodzieży biskup Edward Dajczak. W pełni się zga-
dzamy i dziękujemy, księże biskupie, za te krzepiące słowa.
Synod Kościoła ewangelicko-augsburskiego odwołał swojego bi-
skupa Janusza Jaguckiego za współpracę z PRL-owską SB. Je-
śli koledzy luteranów, katolicy, poszliby tym tropem, po kuriach
biskupich i po siedzibie episkopatu zaczęłyby hulać przeciągi.
Zakon bonifratrów domaga się od władz Katowic 2,4 miliona zł
odszkodowania. Sprawa jest już w sądzie. Czym Katowice nara-
ziły się mnichom? Śmiały otóż prowadzić szpital, czyli leczyć lu-
dzi w budynku, który Komisja Majątkowa przekazała zakonni-
kom rok temu. To nic, że miasto płaciło comiesięczny czynsz
w wysokości ponad 15 tysięcy zł. Należy nam się też rekompen-
sata! – burzy się ojciec prowincjał.
Ewa Lewandowska, niewidoma śpiewaczka z programu „Mam
talent”, otrzymała propozycję, by zasilić kujawsko-pomorską li-
stę PiS w wyborach do europarlamentu. Ale odmówiła. Widzą-
cy doskonale brudy PiS-u Ryszard Czarnecki – były poseł Lep-
pera, komik i specjalista od wszystkiego – nie odmówił.
Prezydent Obama zaprosił w wielkanocny poniedziałek do ogro-
dów Białego Domu pary homoseksualne. To pierwszy taki przy-
padek w ponad 200-letniej historii USA. W ponad 1000-letniej
historii Polski nic podobnego nie miało miejsca.
No i doczeka się ten czarny koniec... cywilizacji białego człowie-
ka. Oto Watykan odrzucił trzecią już z kolei kandydaturę am-
basadora USA. Stanowcze „nie” Benedykt powiedział m.in. Ca-
roline Kennedy, córce legendarnego Johna. Bo jest zwolennicz-
ką aborcji. Podobne problemy z obsadzeniem swojej placówki
w Watykanie ma Francja i Argentyna. A Polska? Wolne żarty!
Amerykanin Jory Aebly przeżył postrzał w głowę, choć kula prze-
szła na wylot przez cały mózg... Wszystko – jak podały katolic-
kie media – za sprawą cudownego różańca, osobiście poświęco-
nego przez JPII, który postrzelonemu Jory’emu wręczył szpital-
ny kapelan. Niestety, ksiądz miał tylko jedne takie koraliki, więc
kolega pacjenta, Jeremy, również postrzelony w głowę w tym sa-
mym napadzie, zmarł natychmiast.
Tylko 42 procent Niemców wyraża zadowolenie i nie odczuwa
zażenowania z tego powodu, że ich rodak Ratzinger jest papie-
żem. Wyższe notowania nad Renem ma nawet Dalajlama.
Skąd ten pęd do europarlamentu? Ta wojna o jak najlepsze miej-
sce na liście wyborczej? Chęć służenia ojczyźnie? Tere-fere... Jak
wyliczyła jedna z brytyjskich gazet, całkiem przeciętny europoseł
może w ciągu kadencji odłożyć okrągły milionik. I to funtów!
„Tysiące irlandzkich dzieci było ofiarami seksualnymi księży pe-
dofilów. Te dane są zatrważające” – oświadczył arcybiskup Du-
blina Diarmuid Martin i zapowiedział opublikowanie „straszli-
wego raportu” na ten temat (przedrukujemy go niezwłocznie po
ujawnieniu). W Polsce podobnego raportu nie doczekamy się
nigdy. Bo nie ma molestowanych dzieci? Bynajmniej, bo w ca-
łym episkopacie nie ma jednego uczciwego Martina.
„Przyjmuję odpowiedzialność wynikającą z faktu, że pozostawa-
łem w związku z matką dziecka i przyznaję się do ojcostwa”
– oświadczył zdumionym telewidzom prezydent Paragwaju Fernan-
do Lugo. Do niedawna biskup katolicki. Pomijając tło obyczajowe
afery, trzeba przyznać, że chłop ma jaja. Cokolwiek to znaczy...
Na Jamajce, gdzie chrześcijan jest ponad 70 procent, opubliko-
wano wstrząsający raport. Połowa młodych kobiet pomiędzy 15
a 18 rokiem życia była kiedyś zgwałcona, a jedna trzecia przy-
znaje, że inicjację przeszła w wyniku seksualnej przemocy. 19 na
20 nastolatek oświadczyło, że ciąża, w którą zaszły, jest niechcia-
na. Konstytucja Jamajki oparta jest na Dekalogu. I może to błąd,
bo tam nie ma przykazania: nie gwałć.
C
o jakiś czas, zwłaszcza nowi Czytelnicy, pytają mnie,
Nr 16 (476)
17 – 23 IV 2009 r.
GORĄCY TEMAT
3
„Napoleona z Żoliborza”
jego namiestnik na Podkar-
pacie,
Marek Kuchciński
,
mianował na marszałka województwa
Zygmunta Cholewińskiego
(na zdję-
ciu drugi od prawej). Wcześniej był
on wójtem gminy Pysznica. Gdy Cho-
lewińskiego dotknął awans, wiadomym
się stało, że województwo dotknie
samorządność na miarę gminy, bo
urzędnik awansowany z PiSwójta na
PiSmarszałka doświadczenie w zarzą-
dzaniu miał malutkie. Efekt jest taki,
że Podkarpacie pod rządami byłego
wójta nadal wlecze się w ogonie wszel-
kich wojewódzkich rankingów. Ale to
pryszcz; ważniejsze jest, by na pod-
karpackim przyczółku utrzymana zo-
stała przewodnia siła PiS.
W województwie, gdzie bida
przeplata się z nędzą, dobra praca
stanowi wartość szczególną, a sta-
nowisko urzędnicze bywa obiek-
tem westchnień i marzeń. Z czasem
można podjąć nawet przedsięwzię-
cia, by pensyjkę wzbogacić o ko-
rzyści dodatkowe, wynikające na
przykład... ze wzmożonego popytu
na pracę przy słabej jej podaży.
Taki też pewnie plan miał je-
den z zatrzymanych, niejaki
Łukasz
A.
, który był asystentem PiSmarszał-
ka, a wcześniej pracował w biurze
prasowym urzędu. Człowiek ten roz-
taczał wokół siebie aurę takiego, któ-
ry „załatwi wszystko”, włącznie z ro-
botą. Drugą zatrzymaną osobą była
Agnieszka M.
, sekretarka innego
PiSurzędnika,
Stanisława Bajdy
,
który jest członkiem zarządu woje-
wództwa. Pani ta w listopadzie ubie-
głego roku wygrała konkurs na lu-
kratywne stanowisko inspektora do
spraw współpracy międzynarodowej.
W Podkarpackim Urzędzie Mar-
szałkowskim pracuje obecnie oko-
ło 600 osób, ale aż 170 z nich przy-
jęto w ubiegłym roku. Takiego
wzmocnienia kadrowego marszałek
potrzebował do wypełniania wnio-
sków o unijne dotacje. Co cechuje
owe kadry i jaki jest ich profesjo-
nalizm, można się było dowiedzieć
z wypowiedzi
Teresy Kubas-Hul
,
radnej wojewódzkiego sejmiku z ra-
mienia PO, która stwierdziła:
– Podkarpacie jest na ostatnim
miejscu w wykorzystaniu pieniędzy
z Regionalnego Programu Opera-
cyjnego. 100 procent beneficjen-
tów pieniędzy zostało wezwanych
do poprawienia wniosków. A co to
oznacza? Że zasady konkursu były
niejasne, budziły wątpliwości. Tak
to jest, gdy w urzędzie pracują lu-
dzie, którzy nie mają merytorycz-
nych kwalifikacji.
Czy ma je zatrzymana w lutym
Agnieszka M.? Prokuratura w to
wątpi, ponieważ Agnieszka była
partnerką życiową zatrzymanego
wraz z nią Łukasza A., tenże zaś
Łukasz A. w listopadzie ubiegłego
roku oceniał i opiniował jej kwali-
fikacje na stanowisko, które było
przedmiotem konkursu. Łukasz A.
brał udział w 25 postępowaniach
konkursowych w Urzędzie Marszał-
kowskim i miał duży wpływ na to,
OPiS bagienka
Tuż przed końcem lutego funkcjonariusze wydziału
do walki z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji
w Rzeszowie zatrzymali dwoje urzędników
Podkarpackiego Urzędu Marszałkowskiego.
Zatrzymani usłyszeli zarzuty korupcji.
Urząd Marszałkowski w Rzeszowie to ostoja PiS.
Kazimierz K. musiał dla partii
bliźniąt dokonać czegoś ważnego,
że jej przedstawiciele tak go hołu-
bili. Mimo że już w 2005 roku jego
nazwisko umieszczono na liście taj-
nych współpracowników SB i mili-
cjantów, którzy szykanowali opozy-
cję. Gdy po nominacji zagadnięto
o ten kontekst przeszłości Kazimie-
rza K., marszałek odpowiedział, że
przeszłość nowego dyrektora urzę-
du nie stanowi dla niego proble-
mu. Z Kazimierzem K., a konkret-
nie z jego synem, wiąże się jeszcze
jeden niezwyczajny epizod. Gdy na
Wydziale Prawa Uniwersytetu Rze-
szowskiego ogłoszono konkurs na
pewne uczelniane stanowisko, jeden
z warunków stanowił, że kandydat
musi mieć ukończony co najmniej
semestr studiów na... Słowacji. Tak
się dziwnie złożyło, że syn Kazimie-
rza K. był jedynym, który ten wa-
runek spełniał. Ale to przeszłość...
Teraźniejszość jest natomiast ta-
ka, że prokuratura postawiła Kazio-
wi K., a także wicedyrektorowi de-
partamentu organizacyjnego w Urzę-
dzie Marszałkowskim, zarzuty prze-
kroczenia uprawnień i fałszowania
prac komisji podczas konkursów,
w tym konkursu, w którym uczest-
niczyła Agnieszka M. Według pro-
kuratorów, Kazimierz K. przekazy-
wał Agnieszce M., na jakie pytania
będzie odpowiadać. No i Agniesz-
ka K. konkurs wygrała, mimo że
jej główna konkurentka uzyskała ty-
le samo punktów. Ale konkurent-
ka mieszkała w Niemczech. Ponad-
to prokuratorzy twierdzą, że Kazi-
mierz K. i wicedyrektor departa-
mentu organizacyjnego sfałszowali
skład komisji konkursowej, a także
przebieg jej prac. – W papierach by-
ło co innego niż w rzeczywistości
– mówi rzecznik prokuratury.
Kazimierz K. i wicedyrektor do
winy się oczywiście nie przyznali,
prokuratura zaś uwolniła PiSmar-
szałka od problemu, co zrobić
z oskarżonymi urzędnikami, ponie-
waż zawiesiła ich w czynnościach
służbowych i zabroniła wyjeżdżać
za granicę. Na pytanie o ich za-
wodową przyszłość Cholewiński od-
powiedział, że Kazimierza K. i wi-
cedyrektora nie zwolni – na razie
zajmą się organizacją przenosze-
nia urzędu do nowej siedziby i usta-
wiania w niej biurek, bo z tym „jest
masa roboty”.
Policjanci, którzy prowadzili
śledztwo, zostali zapytani przez
dziennikarzy, czy nie czują psy-
chicznego dyskomfortu, że ich by-
ły komendant ma prokuratorskie
zarzuty. Kazimierz K. musiał być
przez nich niezbyt lubiany, bo
z kamienną twarzą, ale błyskiem
satysfakcji w oczach odpowiedzie-
li, że nie ma i nie powinno być
„świętych krów”.
Elektorat Podkarpacia, w tak
dużej swej części zauroczony „Na-
poleonem z Żoliborza” i jego par-
tią PiS, powinien się zaś na przy-
kładzie PiSmarszałka i Kazimie-
rza K. zastanowić, czy „twarda po-
lityka lustracyjna” tej partii nie jest
przypadkiem selektywna i czy nie
obejmuje tylko tych osób, które są
braciom bliźniakom niemiłe. I czy
protekcjonizm oraz kolesiostwo,
które PiS tak zwalcza, zwalcza tyl-
ko u politycznych rywali. Czas,
elektoracie, wylać sobie kubeł zim-
nej wody na głowę i mocno się
otrząsnąć z fatalnego zauroczenia.
Tym bardziej że Łukasz A.
i Agnieszka M. przyznali się do wrę-
czania łapówek za otrzymanie pra-
cy, a sąd w tej sytuacji postanowił
zwolnić obydwoje z aresztu. Pro-
kuratorzy twierdzą, że „sprawa jest
bardzo rozwojowa”. Z pewnością
też poziomem aferalności przewyż-
sza tę z drugiego końca Polski, mia-
nowicie z prezydentem
Karnow-
skim
(PO) z Sopotu. Ale PR-owcy
Platformy śpią...
FRANCISZEK FUNG
kto dostanie pracę. Sam zaś objął
stanowisko asystenta PiSmarszałka
w wyniku konkursu, do którego
w maju 2007 roku stanęły 32 oso-
by. Łukasz A. miał otrzymać mak-
symalną liczbę punktów.
Gdy policja zatrzymała dwoje
urzędników, Cholewiński najpierw
stwierdził, że to nic nieznaczący in-
cydent, ale szybko rura mu zmiękła.
Powiedział, że Łukasz A. uzurpował
sobie prawo do tego, by na wszyst-
ko mieć wpływ. Gdy zaś wyszło na
jaw, że Łukasz A. i Agnieszka M. po-
zostawali w nieformalnym związku,
Cholewiński stwierdził, że nic o tym
nie wiedział, i unieważnił konkurs na
stanowisko inspektora do spraw
współpracy międzynarodowej.
Po kilku dniach śledztwa proku-
ratorzy wykryli, że Agnieszka M.
przed konkursem na stanowisko,
o które się ubiegała, dała swemu
partnerowi pieniądze. Miały jej za-
pewnić wygranie konkursu. To za-
stanawiające... Możliwości były dwie.
Albo Łukasz A. był na tyle perfid-
ny, że wykorzystał partnerkę, mó-
wiąc jej, że wynik konkursu nie od
niego zależy, albo rzeczywiście de-
cydował o tym kto inny. KTO?
W tym momencie pojawia się na
scenie
Kazimierz K.
– dyrektor ge-
neralny Podkarpackiego Urzędu
Marszałkowskiego. Po zatrzymaniu
dwojga wymienionych wyżej osób
Kazimierz K. przekonywał dzienni-
karzy, że konkurs na stanowisko in-
spektora do spraw współpracy
międzynarodowej był prawidłowo
przeprowadzony, „czysty i klarow-
ny”, wszak on sam go nadzorował.
Ale po kilku dniach prokuratura we-
zwała Kazimierza K. na przesłucha-
nie. Wyszedł z niego w towarzystwie
adwokata po trzech godzinach. Na
pytania dziennikarzy odpowiadał, że
jest ładna pogoda i świeci słońce,
że on komentarza żadnego nie da,
ale sprawa konkursu jest śmiechu
warta i nie kompromituje ani mar-
szałka, ani zarządu województwa.
Indagowany na tę okoliczność
rzecznik Prokuratury Okręgowej
w Rzeszowie powiedział, że może rze-
czywiście konkursy te nie kompromi-
tują marszałka i zarządu wojewódz-
twa, ale mogą kompromitować Ka-
zimierza K. A po kilku dniach pro-
kurator dodał, że Kazimierz K. jest
podejrzany o przekroczenie upraw-
nień i poświadczenie nieprawdy, za
co grozi do 10 lat więzienia.
Kazimierz K. to postać w Rzeszo-
wie znacząca. W latach 1999–2001 był
dwa i pół roku komendantem woje-
wódzkim policji w Rzeszowie. Gdy
wymiotła go ze stanowiska nowa eki-
pa polityczna, miał się ubiegać o sto-
łek radnego w mieście z listy PO-PiS,
ale od PiS-owskiego prezydenta,
An-
drzeja Szlachty
, otrzymał stołek kie-
rownika wydziału organizacyjnego. Zli-
kwidował ten stołek lewicowy prezy-
dent
Tadeusz Ferenc
, wobec czego
znalazł się dla niego stołek u innego
PiS-owskiego totumfackiego, czyli
u PiSmarszałka Cholewińskiego.
P
o objęciu rządów przez
4
Z NOTATNIKA HERETYKA
Nr 16 (476)
17 – 23 IV 2009 r.
POLKA POTRAFI
Nie ma głupich pytań
Prowincjałki
Po balkonach wspinał się 38-letni mężczy-
zna odrzucony przez wybrankę swego ser-
ca. Ta, niewzruszona akrobatyką, drzwi nie otworzyła. Zrobiła to dopiero na
prośbę policji, która przyjechała na miejsce wspinaczki zaalarmowana przez
sąsiadów.
Praktycznymi informacjami na te-
mat rozmnażania przyszłe matki Po-
lki wymieniają się na forach dla na-
stolatek, które zastąpiły rozmowy
z rodzicielkami, siostrami, o czyta-
niu książek nie wspominając...
I tak, dylematem numer jeden
polskich dziewcząt jest oczywiście
niechciana ciąża. Zaczynamy...
„Moim problemem jest obawa
przed łącznym praniem bielizny mę-
skiej i damskiej. Boję się, że obecne
na męskich slipach plemniki nieocze-
kiwanie przeniosłyby się na majtecz-
ki kobiece i po wysuszeniu ożyły,
wędrując potem do jej wnętrza. Co
o tym sądzicie? Według mnie, ryzy-
ko jest”
.
„Koleżanki” odpowiedziały:
~
„Proponuję nałożyć prezer-
watywę na pralkę i do zasobnika na-
sypać globulek”;
~
„Uważaj, gdzie potem to pra-
nie wieszasz. Jak będzie wisiało
w przeciągu, to odwirowane plem-
niki mogą podczas porywu wiatru
dostać się do twojego ucha, a po-
tem do macicy i ciąża murowana”;
~
„Najpierw domestos, potem
wygotować, wywirować i na trzy
zdrowaśki do pieca”.
Strach przed plemnikami jest
zresztą wszechobecny...
„Miałam zbliżenie na stojąco
i plemniki powinny mi wyciec, ale
zaraz poszłam na basen i woda we-
pchnęła mi je do środka”.
~
„Trzeba było przez kilka mi-
nut poskakać na jednej nodze, bez
majtek oczywiście, i byłoby po
sprawie”;
~
„Szczęście, że nie stałaś na
rękach, bo mogłabyś się udławić”.
„Czy to prawda, że jeśli plemnik
ma kontakt z powietrzem, to od ra-
zu obumiera?”.
~
„Nie umiera od razu, trzeba
go zawinąć w gazetę jak karpia i zo-
stawić na parę godzin”;
~
„Według przeprowadzonych
przeze mnie badań, plemnik pozosta-
wiony na powietrzu żyje jeszcze ok.
7 sekund. Po upływie wspomniane-
go czasu kładzie się na plecki,
ogonkiem robi »pa, pa«, następ-
nie zwija ogonek w ślimaka,
przymyka oczka i wydaje ostat-
nie tchnienie”;
~
„Taki plemnik potrafi
być niesamowicie żywotny. Potrafi
chodzić za tobą i prześladować. Mia-
łam taki przypadek, zgubiłam go do-
piero przy ladzie w supermarkecie”.
Jeśli mimo tej niezwykłej ostroż-
ności dojdzie do ciąży, problemów
przybywa...
„Czy mogę w ciąży współżyć bez
strachu, że zajdę w drugą?”.
~
„Możesz zajść w kolejne i dzie-
ci będą się rozwijać obok siebie,
a ty będziesz co miesiąc rodzić. To
taka nowa promocja LPR i PiS”.
„Czy to prawda, że mózg male-
je w czasie ciąży? Znowu jesteśmy
poszkodowane? Tak mówią mi ko-
leżanki”.
~
„No pewnie, że maleje! To jest
dowiedzione naukowo! Pod koniec
ciąży będziesz bezmózgowcem!”;
~
„Maleje, maleje! Dlatego po
porodzie, jak się trzepie głową na
boki, to chlupocze”.
„Czy można bekać w czasie cią-
ży? Boję się, że zapowietrzę dziecko”.
~
„Raz na tydzień zaproś przy-
stojnego hydrauli-
ka, to ciebie
i dziecko odpo-
wietrzy. Może być
ten polski hydraulik,
wyeksportowany do
Francji!”.
Nauczycielom przedmiotu wy-
chowanie do życia w rodzinie współ-
czuję jak nie wiem co. Na
szczęście przedmiot pozo-
staje nieobowiązkowy. Mo-
że nikt nie przyjdzie.
JUSTYNA CIEŚLAK
Najpierw najechał na oczekujący na zielone
światło samochód osobowy, przesunął go
o kilkanaście metrów, a kiedy dotarło do niego, co zrobił, zaparkował swój
pojazd na poboczu, zamknął drzwi na kłódkę i zwiał. Tak poczynał sobie na
drodze w Kielcach wciąż niezidentyfikowany kierowca walca drogowego.
W Świerznie niedaleko Miastka siedli do
stołu ojciec z synem. Pili dużo. Kłócili się
siarczyście. W końcu ojciec nie wytrzymał i strzelił synowi prosto w twarz.
Z rewolweru. Kula utknęła w dolnej szczęce. Z kolei w Krzemienicy (gmina
Czerniewice) małolaty strzelały do puszek. Do czasu aż chłopak nie pomylił
puszki z głową koleżanki. Rana na szczęście okazała się niegroźna.
Sześćdziesiąt krzewów tui dwaj miesz-
kańcy Białegostoku ukradli sprzed jedne-
go z tamtejszych kościołów. Zielsko sprzedali na pniu – zaledwie za 100 zł,
które przeznaczyli na wódkę. Grozi im do pięciu lat więzienia.
Nagły spadek ofiarności wiernych zasila-
jących skarbony w rychwałdzkim sanktu-
arium zaintrygował zarządzających świątynią franciszkanów. Zaczęli więc
wrzucać do puszek znakowane banknoty. Policjanci znaleźli je u pewnego
51-latka.
Dwaj osiemnastoletni mieszkańcy Kętrzy-
na ukradli z lokalnej kolektury Totalizatora
Sportowego losy loterii pieniężnej, 40 zł oraz lottomat. Ten numerek nie
okazał się dla nich szczęśliwy, bo szybko zatrzymała ich policja.
Po śladach odbitych na śniegu trafili poli-
cjanci z Piły do kryjówki złodzieja 400 me-
trów kabla telekomunikacyjnego. 44-latek siedział w lesie. Konkretnie – w pa-
śniku dla zwierząt.
K
ościół – niczym legendarny smok – straszy, zie-
tylko zakaz zamrażania zarodków, jak chciałby
Gowin
,
ale w ogóle niedopuszczenie do sytuacji, „aby dzieci
były produkowane”, co może oznaczać jedno – totalny
zakaz sztucznego zapłodnienia. Rębacz wali prosto
z mostu – nie ma mowy o żadnym kompromisie! Nie
ma powodów, aby środowiska katolickie dostosowywa-
ły się do „środowisk liberalno-lewicowych”, jak nazywa
on wszystkich tych, którzy nie chcą się zgodzić na dyk-
tat katolickiego nauczania w tej kwestii.
Ponieważ pracę
nad w pełni katolickim
projektem w tej spra-
wie idą pełną parą, ła-
two można sobie wy-
obrazić, że za kilka
miesięcy będzie on
poddany pod głosowanie, o co z pewnością zadba PiS,
bo tylko czeka, aby móc podlizać się Kościołowi. Zo-
baczymy więc najprawdopodobniej religijny szantaż na
skalę nieoglądaną w Polsce od lat. W powietrzu zapach-
nie siarką, znów usłyszymy odmieniany przez wszystkie
przypadki katalog „prawd objawionych” przez Watykan:
o „mordowaniu nienarodzonych”, „zabijaniu dzieci” itp.,
itd. Czy znajdzie się wówczas w Sejmie ktoś, kto potra-
fi zdemaskować tę kłamliwą kościelną nowomowę?
Na początek my demaskujemy jeden z retorycznych
chwytów Rębacza o tym, że „katolik powinien bronić
dekalogu”. Nic bardziej mylnego – każdy katolik, któ-
ry będzie konsekwentnie bronił dekalogu zostanie... wy-
rzucony z Kościoła. W skład biblijnego dekalogu wcho-
dzi bowiem przykazanie o święceniu dnia sobotniego
oraz zakazie czczenia religijnych wizerunków, usunię-
te przez Kościół rzymskokatolicki. Każdy katolik, któ-
ry wiernie wypełnia dekalog, wchodzi w konflikt z pra-
wem kościelnym i podlega ekskomunice. Może w tej
sytuacji warto zresztą, aby katolicy masowo stawali
w obronie dekalogu, a tym samym – opuszczali szere-
gi odstępczego Kościoła?
Opracowała WZ
je ogniem, karmi się cudzą niewinnością, czy mo-
że raczej naiwnością. Tym razem grozi ekskomuniką
nieposłusznym posłom. Jak długo jeszcze?
Przed kilkoma tygodniami na łamach „FiM”
(12/2009) opublikowaliśmy list, jaki do premiera
Tu-
ska
skierowało Stowarzyszenie „Neutrum”. List doty-
czył zaangażowania politycznego Kościoła rzymskoka-
tolickiego, który za pośrednictwem swoich parafii zbie-
ra podpisy pod projek-
tem ustawy delegalizu-
jącej zupełnie zapłod-
nienie in vitro na te-
renie naszego kraju.
List zwracał uwagę
premiera na to, że za-
angażowanie Kościoła w proces legislacyjny łamie kon-
stytucyjny zapis o autonomiczności Kościoła i pań-
stwa. Co na to premier?
Urząd odpowiadający na listy w imieniu premiera
odpowiedział, że... na list nie może odpowiedzieć, bo
nie jest kompetentny. Kompetentny jest minister zdro-
wia i mister spraw wewnętrznych i tam właśnie „Neu-
trum” może sobie pisać, jeśli chce. Cóż, czas płynie,
agitacja kościelna trwa, a rząd stosuje spychologię. To
dziwne, że premier, którego zadaniem jest czuwanie
nad pracami całego rządu, nie czuje się kompetentny,
aby zająć się sprawą, która, jak przyznaje jego sekre-
tariat, przekracza kompetencje jednego ministerstwa.
Tymczasem Kościół w tej sprawie czuje się jak naj-
bardziej kompetentny. Niedawno opublikowano wywiad
Katolickiej Agencji Informacyjnej z księdzem
Andrze-
jem Rębaczem
, dyrektorem Krajowego Ośrodka Dusz-
pasterstwa Rodzin. Ów Rębacz nie owija w bawełnę
i wprost grozi, że „Kościół jest bardzo cierpliwy, ale...”
zastosuje karę ekskomuniki wobec tych parlamentarzy-
stów, którzy nie będą głosować zgodnie z jego naucza-
niem. Duchowny wyjaśnia, że celem Kościoła nie jest
MYŚLI NIEDOKOŃCZONE
Na seks miałem takie zapotrzebowanie jak na pieprz: dwa dekagramy
rocznie.
(Stanisław Łyżwiński)
RZECZY POSPOLITE
Pan premier ma obyczaj grać trzy razy w tygodniu w piłkę. Chciałbym po-
prosić go, żeby chociaż jeden z tych wieczorów poświęcił na nadzorowanie
odpowiednich ministrów, którzy odpowiadają za budowę dróg.
(Jarosław Kaczyński)
Smok w koloratce
Przykre to, ale polska pobożność polega głównie na celebracjach świąt, rocz-
nic i wszelkich wzniosłych okazji. W tym jesteśmy znakomici i nikt nam
nie dorówna.
(Wisława Szymborska)
Caritas Polska włączyła się w akcję pomocy poszkodowanym pogorzelcom.
(spiker TVP podczas bezpłatnej publikacji numeru konta CP)
Nie wartościuję tego wątku, ale jest on istotny, kiedy chcemy wyjaśnić, dla-
czego Lech Wałęsa opuścił swoje strony, dlaczego zerwał z nimi swe kon-
takty i dlaczego mieszkający tam ludzie żywią niechęć do niego.
(Paweł Zyzak o nieślubnym dziecku Wałęsy)
Rząd ma słabe oceny, to tylko Platforma ma wysokie oceny, wynikające ze
strachu przed powrotem PiS-u do władzy.
(Jerzy Szmajdziński)
„Niezapomniane pożegnania naszego Papieża na lotnisku w Balicach (...).
I kilka linii lotniczych ochoczo obsługujących trasę Kraków–Rzym, by łatwiej
było krakowiakom i góralom odwiedzić kochanego rodaka. A teraz? Z Kra-
kowa bezpośredniego połączenia lotniczego do Rzymu nie ma! (...). Czy
w takim układzie lotnisko może nadal nosić zaszczytne imię Jana Pawła II?
Wydaje się, że nie”.
(o. Leon Knabit dla ,,Gościa Niedzielnego”)
Wybrali: OH, PP, PPr
ADAM CIOCH
ROMEO
WAŁ
DZIKI ZACHÓD
BONIFIKATA 99 PROC.!
OJCOWIE TROPICIELE
PRAGNIENIE WYGRANEJ
NA TROPIE
Nr 16 (476)
17 – 23 IV 2009 r.
NA KLĘCZKACH
5
DĘTA
DOBROCZYNNOŚĆ
wolno sprawować innych obrzę-
dów. Zapomniał o tym proboszcz
ciechanowskiej parafii św. Piotra,
ks. kanonik
Eugeniusz G.
, który
o godz. 15 odpalił w kościele na-
bożeństwo żałobne, bo – jak tłu-
maczył – „rodzina zmarłego jest
porządna”. A tak na marginesie to
pogrzeb w diecezji płockiej, do któ-
rej należy Ciechanów, kosztuje (bez
doli organisty i kościelnego) po-
nad 1000 zł.
Po tym wszystkim, tradycyjnie,
kierowano się do najbliższej karcz-
my. Zapewne, by wypić za zdro-
wie konia.
Oficjalna instytucja założona
przez Episkopat Polski – Fundacja
Dzieło Nowego Tysiąclecia – przy
ogromnym medialnym wsparciu, licz-
nych zbiórkach i rozgłosie pomaga
raptem 1500 uczniom, w większości
ministrantom i kandydatom do se-
minariów. W tym samym czasie in-
na fundacja, owszem – spora, ale
niemająca nawet ułamka medialne-
go rozdęcia (i publicznych zbiórek
w kościołach!), Fundacja Stefana Ba-
torego, po cichu pomaga 1137 mło-
dym ludziom i prowadzi jeszcze mnó-
stwo innych pożytecznych akcji. Po-
równanie tych dwóch liczb dobrze
oddaje wymiar kościelnej „dobro-
czynności”.
AK
przez magistrat nie miała więc pra-
wa do ponownej walki o pieniądze.
Prezydent
Kropiwnicki
będzie ją
teraz prosił, żeby miejskie pieniądze
zechciała oddać...
profesor
Chrostowski
. Że w Pol-
sce nie potrzeba badań psychiatrycz-
nych, aby zostać magistrem Zyza-
kiem, możemy zrozumieć, ale pro-
fesorem?
RÓŻAŃCE PRECZ!
PS
MarS
GÓRA KASY
POTRZEBNA
DZIWISZ
WŚCIEKNIĘTY
OP
Ojciec Jan Góra wymyślił, że
z okazji zjazdu na Lednicy da swo-
jej młodzieży 500-stronicowe bre-
wiarze wydrukowane na papierze
biblijnym. – Taki prezent dla mło-
dego człowieka to skok jakościo-
wy – uważa duchowny. Problem
w tym, że ojciec Jan nie ma pienię-
dzy, żeby prezenty wydrukować.
Brakuje niemal 300 tysięcy złotych.
Ale są też dobre wieści – arcybi-
skup
Józef Życiński
wspomógł
przedsięwzięcie zawrotną sumą
1 tysiąca złotych, a biskup
Wiktor
Skworc
sprzedał nawet swój sta-
ry samochód i część kasy prze-
znaczył na ratowanie budżetu Gó-
ry. Resztę musi zorganizować sa-
ma młodzież.
Podczas piątkowego Misterium
Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzy-
dowskiej kardynał Stanisław Dzi-
wisz był tak natchniony, że dosłow-
nie wrzeszczał do kilkudziesięciu
tysięcy uczestników drogi krzyżo-
wej. Polityków popierających za-
płodnienie in vitro porównał do Pi-
łata skazującego na śmierć Jezusa,
następnie dodał, iż dziecko ma pra-
wo urodzić się z miłości, a nie
w probówce. Dalej wierni mogli
usłyszeć, iż zabija się prawdę o po-
czętym życiu dziecka, twierdząc ja-
koby nie było to jeszcze życie ludz-
kie. Zabija się prawdę o małżeń-
stwie jako nierozerwalnej wspólno-
cie mężczyzny i kobiety, dopusz-
czając rozwody i tak zwane związ-
ki partnerskie. Dziwiszowe poła-
janki było słychać z gęsto rozsta-
wionych głośników w całej okoli-
cy, a wierni licznie tego dnia zebra-
ni zgodnie twierdzili, że takiego
wściekłego Dziwisza jeszcze nie wi-
dzieli.
KRZYŻ SZPECIŁ!
MaK
Mieszkaniec gminy Biłgoraj
w ramach przedświątecznych po-
rządków ośmielił się spalić stary
przydrożny krzyż. Pociął go na ka-
wałki, oblał benzyną i podpalił. Jak
tłumaczył policjantom, uznał, iż
czterometrowy krzyż stojący na te-
renie należącej do niego posesji
w Zagrodach Dąbrowickich był już
tak zniszczony, że wyłącznie szpe-
cił krajobraz wsi. Teraz śledztwo
prowadzone przez biłgorajską po-
licję ma ustalić, czy właściciel po-
sesji dopuścił się obrazy uczuć re-
ligijnych, czy też nie. Ludzie w są-
siedztwie dziwują się tylko, że łapy
mu nie uschły. A żeby było jeszcze
ciekawiej, sprawca jest... kościelnym
organistą. Może to właśnie z powo-
du rutyny...
LAMENT GDAŃSKI
Plakacik z różańcem ułożonym
w kształt żeńskich narządów płcio-
wych i napis: „Basta de rosarios en
nuestros ovarios”, co można prze-
tłumaczyć: „Trzymajcie różańce
z dala od naszych jajników”. W ta-
ki sposób hiszpańskie feministki wal-
czą z Kościołem, który chce zaostrze-
nia prawa aborcyjnego.
MarS
Na spotkaniu obywatelskim pod
hasłem „Mój dom, moja dzielnica,
moje miasto” w gdańskiej Oliwie po-
jawił się sam arcybiskup
Sławoj Le-
szek Głódź
. Przed zgromadzonymi
mieszkańcami wylał swoje żale: „Za
trzy tygodnie minie rok, jak zostałem
obywatelem Oliwy. Ten czas minął
pod hasłem parku Oliwskiego. Nie
zabiorę go na plecy, ale mam nadzie-
ję, że miasto w końcu coś mi da za
tę działkę. Na każdym spotkaniu
z prezydentem Gdańska coś mu prze-
kazuję. Tym razem są to zdjęcia oto-
czenia katedry oliwskiej, a więc szpet-
nych bud i domów, które stoją w są-
siedztwie kościoła. Większość z nich
jest zdewastowana” – poskarżył się
purpurat. Chwilę później towarzy-
stwo opuścił.
WZ
BLAIR – V KOLUMNA
RYDZYK TRUJE?
AK
Były brytyjski premier Tony Bla-
ir, który od grudnia 2007 roku jest
już katolikiem (wcześniej anglika-
nin), wzywa Watykan do zmiany
stosunku go gejów.
„Religie stoją wobec zmieniają-
cych się okoliczności przed tym sa-
mym dylematem co partie politycz-
ne. Masz do wyboru: A, tkwić przy
swym twardym elektoracie; albo B,
powiedzieć sobie, że akceptujmy to,
iż świat się zmienia, i zastanowić się,
jak możemy pokierować tymi zmia-
nami”
– stwierdził w wywiadzie dla
gejowskiego magazynu.
PPr
Zdaniem toruńskich wędkarzy
i ekologów, firma, która na zlece-
nie Rydzyka szukała wód geotermal-
nych, naruszyła prawo, wpuszczając
do Wisły nieoczyszczoną solankę.
Wędkarze zabezpieczyli odpowied-
nie próbki wody i zanieśli je na po-
licję, która prowadzi postępowanie
wyjaśniające. Wiedzieliśmy, że Ry-
dzyk truje umysły za pomocą radia,
ale żeby podtruwał także Wisłę, kró-
lową polskich rzek?
MaK
PP
MIŁOSIERDZIE
GMINY
WIELKANOCNE JAJA
Gmina w Różance udzieli porę-
czenia kredytu parafii św. Augusty-
na w Różance – tak podczas ostat-
niej sesji większością głosów zade-
cydowali tamtejsi radni. A wszyst-
ko dlatego, że proboszcz
Jarosław
Czech
– w celu pozyskania dota-
cji z Programu Rozwoju Obszarów
Wiejskich na remont kościoła – po-
trzebuje zaciągnąć kredyt w wyso-
kości pół miliona zł. Bank tymcza-
sem za niewystarczające uznał za-
bezpieczenie w postaci kościelnych
działek i zażądał od parafii wyższe-
go poręczenia. Proboszcz poszedł
więc po prośbie do gminy, a ta od-
mówić szefowi nie mogła. Ile jest
w całym kraju takich przypadków?
AK
WZ
Apele księży do wiernych o to,
by swoją wiarę wynosili ze świątyń
do środowisk, w których się obra-
cają, przynoszą wielkanocne owo-
ce (jaja). 10 kwietnia dziennikarz
„FiM” kupujący prezerwatywy
w markecie Biedronka w Ciecha-
nowie usłyszał od starszej niewia-
sty z ideologicznym nakryciem gło-
wy: „Nawet w Wielki Piątek nie mo-
że się powstrzymać”. Na uwagę, że
to nie na piątek, tylko dla papieża,
odesłano go do piekła i obdarzono
(co za przypadek!) siarczystym prze-
kleństwem. Następnego dnia w pra-
cy (drugi etat) dowiedział się, że
zgodnie z tubylczą tradycją w Wiel-
ką Sobotę nie należy słodzić kawy
i herbaty. Na szczęście Wielkanoc
była wolna od religijnego bełkotu.
Na szczęście, bowiem dziennikarz
ma kablówkę...
5 MLN W BŁOTO!
Łódzki magistrat bez mrugnię-
cia (bo to przecież nie jego!) zapła-
cił w 2007 roku aż 5 mln zł spadko-
bierczyni właścicieli budynków przy
ul. Piotrkowskiej 104 i 106 –
Da-
nucie Porter
z Londynu. Teraz wy-
szło na jaw, że już w latach 60., na
mocy porozumienia rządów polskie-
go i brytyjskiego, zainkasowała ona
stosowne odszkodowanie. Spadko-
bierczyni budynków użytkowanych
MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO
„Ortodoksyjny Żyd ma obowią-
zek cichego wymawiania przekleństw
na widok chrześcijańskich symboli
religijnych – krzyża, kościoła czy ka-
pliczki”. Takimi i innymi rewelacja-
mi podjudza czytelników w swojej
najnowszej książce „Kościół, Żydzi,
Polska” ulubieniec
Rydzyka
ksiądz
SIOSTRA
BUNTOWNICZKA
Watykan oznajmił, że zamierza
przysłać do USA delegację docho-
dzeniową, która zbada stan rzeczy
w zakonach damskich. Okazuje się,
że może mieć z tym pewne pro-
blemy, bo siostrzyczki (amerykań-
skie) nie zamierzają przyjmować
przybyszy na klęczkach.
Do nieposłuszeństwa zachęca
znana i wpływowa zakonnica ame-
rykańska
Sandra Schneiders
, wy-
kładająca w Jesuit School of Theolo-
gy w Berkeley w Kalifornii. Wzywa
do akcji „biernego oporu”, a jej te-
zy wydrukował niezależny magazyn
katolicki „National Catholic Repor-
ter”. Watykańska inspekcja będzie
– w jej mniemaniu – „agresywna i nie-
uczciwa”. Co można uczynić, zda-
niem siostry buntowniczki?
„Przyjąć
jej członków uprzejmie i miło, jak nie-
proszonych gości”
. Jak z nimi rozma-
wiać?
„Kiedy ludzie zadają niewłaści-
we pytania, należy na nie odpowia-
dać w niewłaściwy sposób”.
TN
KOŃSKIE JAJA
OP
Dawniej daniny w postaci jaj
przynoszono księżom nie tylko
z okazji Wielkanocy. Jeszcze sto lat
temu na Śląsku w dniu św. Jerzego
(23 kwietnia) praktykowany był zwy-
czaj składania jaj przez gospodarzy
w imieniu... konia. Przed kościołem
proboszcz wystawiał figurę św. Je-
rzego na koniu oraz dwa naczynia:
jedno na pieniądze, drugie na jaja.
Okoliczni chłopi przyjeżdżali kon-
no, klękali przed figurą i trzymając
konia za uzdę, odmawiali modlitwę,
po czym w imieniu konia składali ja-
ja lub pieniądze. Następnie oprowa-
dzali konia dookoła kościoła i (już
bez konia) udawali się na mszę.
„BOGATA” TRADYCJA
Gdy Krk ma szansę na zaro-
bienie pieniędzy, to okazuje się, że
nawet święta tradycja nie jest dla
niego święta. Zgodnie ze starodaw-
nym zwyczajem, Kościół w Tridu-
um Paschalne (Wielki Czwartek,
Piątek i Sobota) nie odprawia mszy
pogrzebowych. Ot, choćby w Wiel-
ki Czwartek. Poza mszą „Krzyż-
ma” w katedrze i „Wieczerzy Pań-
skiej” wieczorem w parafiach nie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • wiolkaszka.pev.pl
  •